Nienawiść złością wrogość goni

Czy i Wam wydaje się, że coraz częściej kąpiemy się w nienawiści?

Zauważacie jak media dzielą ludzi i antagonizują nasze poglądy?

Chodzicie na protesty czy je ośmieszacie?

Nie macie wrażenia, że stale trzeba się opowiadać za czymś albo przeciwko czemuś?

Co z tym robicie?

 

Divide et impera czyli dziel i rządź jest najstarszą receptą na świecie na podporządkowanie sobie słabszych. Wystarczy siłą anektować cudze terytorium a potem stale podsycać na nim wewnętrzne konflikty. W ten sposób łatwo zgasić w zarodku jakiekolwiek próby zjednoczonego sprzeciwu wobec tyranii agresora. Ten sam proces codziennie buduje rzeczywistość większej części świata, szczególnie tzw. krajach zachodnich, włączając Polskę, która po raz pierwszy nie wypada na margines Europy. Jesteśmy skłóceni równie niebezpiecznie co Amerykanie, Szkoci czy Rosjanie. Dajemy się wciągnąć w banalne wojenki, zapominając o tym, że z kieszeni wyjmują nam cichaczem godność i siłę.

Nasze dzieci obserwują jak otoczenie stale kogoś wytyka palcem, ośmiesza, odtrąca i uczą się, że krytykowanie kogoś za inne poglądy jest częścią społecznego życia. To cholernie niebezpieczne. To gwarancja chaosu, przyzwolenia na manipulację i nadużycia.

 

GORĄCY LIPIEC WYBORCZY

Wybory prezydenckie w Polsce obnażyły destrukcyjny wpływ nienawiści na niemal każdego, kto opowiadał się za jakimkolwiek kandydatem. Po raz pierwszy w życiu zdałam sobie sprawę, że najlepiej jest potraktować swój wybór jak temat tabu – tylko w ten sposób udało mi się ochronić prawo do spokojnego głosowania. Z przerażeniem obserwowałam jednak w mediach społecznościowych i wybranych wywiadach telewizyjnych jak agresywni potrafią być wyborcy. Miałam wrażenie, że ludzie niemal stopili się ze swoimi kandydatami, przeciwników traktując jak zagrożenie wolności, życia i nadziei na lepsze. Walka o przysłowiową marchewkę na kiju rozgorzała niczym walka o byt. Z niedowierzaniem czytałam deklaracje wykluczające z grona znajomych zwolenników konkretnej partii. Ludzie oszaleli. Ci ludzie mają dzieci. Dzieci patrzyły na swoich rodziców i uczyły się, że polityka to nerwy, złość, nietolerancja i przyzwolenie na ośmieszanie każdego z kim się nie zgadzam. Podobnie dzieje się z każdą inną kontrowersyjną kwestią społeczną, religijną czy światopoglądową: ochroną życia poczętego, LGBT, pedofilią wśród księży, kwestionowaniem szczepień, odmową noszenia masek, krytykowaniem wszystkiego co w mediach propagowane jest jako ‘niepodważalna prawda’. Jesteśmy nieustannie wrzucani w oko cyklonu. Tylko on wie, gdzie nas wypluje.

 

 

QUO VADIS POLAKU?

Nie wiem czy w ogóle ma jakikolwiek sens podnoszenie tematu wzajemnej wrogości, bo kiedy ktoś o coś walczy to ostatnią rzeczą na jaką się zgodzi będzie dobrowolne złożenie broni. I mam poważne wątpliwości, czy jest nadzieja na pojednanie czy to tylko głos wołającego na puszczy.

Jak jednak siedzieć cicho kiedy z każdą tzw. akcją społeczną narzędzia cichej agresji doskonalą się? Dopóki Basia, Asia i Kasia nie przestaną na fejsbuku propagować pogardy dla ‘myślących inaczej’, w jaki sposób ich dzieci nauczą się cokolwiek budować? Czy tworzenie lojalnej społeczności, dobrego sąsiedztwa, zdrowej atmosfery w pracy czy w końcu tolerancyjnej i otwartej rodziny polegać ma na podlewaniu ‘pieniactwa’? Czy pewny siebie Jaś widząc w piaskownicy nieśmiałą Małgosię będzie się śmiał z jej inności na równi ze śmiechem rodziców wytykających palcem zwolenników ‚partii oszołomów’? Mam nadzieję, że ludzie jednak się obudzą. Nie dlatego, że nie wypada, religia zakazuje, polityczna poprawność sugeruje ale dlatego, że ludzka empatia właśnie ginie na naszych oczach.

 

 

WŁASNE POLETKO

Swoim dzieciom powtarzam, żeby nie oceniały dopóki nie zrozumieją, że każdy z nas ma inną sumę doświadczeń, inne potrzeby i inną wrażliwość. Krytykować można krzywdę wyrządzaną innym, nie inność.

I chociaż mijam czasem na ulicy kogoś, kto mnie śmieszy albo budzi we mnie potrzebę oceny to staram się pohamować podszepty złego. Nie zawsze się udaje, ale kiedy empatia do mnie wraca ciągnę sumienie za sznurek przyzwoitości, bo to głupie uważać się za kogoś mniej śmiesznego. Nie jestem lepsza od nikogo. Ani ze względu na przekonania polityczne, światopogląd, narodowość, orientację seksualną, liczbę potomstwa, wykształcenie czy kolor oczu. Czuję złość kiedy inni to wytykają, ale nie kąsam w odwecie. Rozładowuję napięcie macając drzewa, otwierając książkę albo ugniatając ciasto. A potem przekuwam złość na empatię. Hoduję własne poczucie wartości wokół tego co robię dla innych a nie czego inni dla mnie nie zrobili.

 

 

Tęsknię coraz częściej za Polską. Wystarczy czasem, że mignie mi przed oczami zdjęcie polskiego nieba po zachodzie słońca w letni dzień albo poczuję zapach skoszonej trawy i w jednej sekundzie mam ochotę wrócić do Ojczyzny. Chwilę potem przypominam sobie jednak, jak bardzo odwykłam od wszechobecnej zawiści i napięcia. Chciałabym to zmienić. Nie wiem jak. Może ktoś mi pokaże sposób i nie tylko ja wrócę do domu, ale ze mną miliony innych głodnych spokoju ludzi…

Piszę, żeby połączyć się z tymi, którzy czytają, żeby poprawić swoje patrzenie na świat bo moje jest bardzo ograniczone. Jeśli masz jakąś sugestię czy opinię, coś co może rozwinąć poruszony temat – odezwij się w komentarzu pod tym tekstem.

tekst: Agata Lesiowska

foto: Agata Lesiowska i Saku

prawa autorskie zastrzeżone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *