Porządek: fu&k that!

 

Sprząta w każdą sobotę, od zawsze. Czyli odkąd pamięta. Już piątek zaczyna myśleć o tym, co musi zrobić następnego dnia i dyktuje głowię Listę. Chodzi po domu, rozgląda się, odhacza i czuje coraz większe zdenerwowanie.

 

Denerwuje ją dodatkowy komplet pościeli do prania po gościach, brudniejsze niż zwykle lustra, nowe plamy na tapczanie i łazienka. Łazienka jest jej największym wyzwaniem. Każdy z niej korzysta, ale tylko Ona myśli o tym, że trzeba to posprzątać. Włosy, osad z mydła na wannie, kożuch z odżywek na płytkach, lustro brudne od pasty do zębów, podłoga posypana kurzem, kawałki papieru toaletowego, upuszczone zabawki, paznokcie na umywalce… nie może tego znieść. Karmi tę złością Potwora. Nie znosi sprzątać łazienki, ale kiedy już jest czysta czuję ulgę. Bestia jest chwilowo nakarmiona. Krótko, ale jednak.

 

Potem wchodzi mąż i obcina paznokcie niedokładnie nad umywalką, dzieci przynoszą zabawki i z każdym dniem widzi jak zbiera się kolejna porcja zadań do zrobienia. I znowu zaczyna szturchać Bestię. Złości. Irytuje. Pokutuje za to, że MUSI. Nie potrafi usiąść spokojnie z kawą i gazetą jeśli w domu jest bałagan. Rozprasza ją nieporządek i ta natrętna myśl, że coś jest nie tak.

 

Cała rodzina zna już ten rytuał wywoływania Potwora. Wiedzą, że w sobotę rano lepiej do niej nie podchodzić. Uczy też własnych dzieci od wczesnych lat, żeby utrzymywały porządek. Pilnuje, żeby sprzątały zabawki natychmiast po skończonej zabawie, żeby nic niepotrzebnie nie leżało na podłodze, żeby nie wylewać picia, nie rozsypywać okruchów tylko brać talerzyk kiedy jedzą ciastko, pilnować żeby nie zaplamić, nie pognieść, nie podrzeć, nie zmienić stanu zastanego i w ogóle materii się bać… Oswaja ich z Bestią.

 

 

Obsesja porządku czyli zapanowania nad materią

Chodzisz po swoim mieszkaniu i ustawiasz radar na to,  co wychodzi poza ramy harmonii. Coś krzywo leży, coś znalazło się nie na swoim miejscu, gdzieś jest plama albo włos. Strzał! Podnosisz, przestawiasz, odnosisz, odkurzasz, przecierasz, zmywasz. Sprzątasz. Chcesz zaprowadzić porządek. Nie zdajesz sobie jednak sprawy, że największy nieporządek masz znacznie bliżej niż ta porzucona w pośpiechu skarpeta.

Nieporządek masz w sobie.

Kompulsywne sprzątanie cechuje osoby, które nie mają narzędzi, żeby rozładować napięcie. Mam wrażenie, że najczęściej są to bardzo głęboko zakorzenione lęki i krzywdy – coś, co zasiał w nas rodzic, opiekun, osoba bardzo bliska. Porządek (ten pozorny i przymusowy) wędruje po drzewach genealogicznych jak kolor oczu albo umiejętność złożenia języka w rurkę. Programujemy swoje dzieci przenosząc własny stres na kolejne gałęzie, zamiast zrzucić to co zaciemnia obraz, dać spaść temu przegniłemu liściowi i czekać na nowy. Porządkując bowiem mamy nieuświadomione, głębokie ale niestety złudne poczucie kontroli. Wydaje nam się, że przez chwilę udało się wznieść wyżej ponad coś większego z czym nie potrafimy się rozprawić.

Dzieciństwo

Zerknij wstecz. Pamiętasz mamę, kiedy wpadała w szał, bo wylałaś mleko? Przypominasz sobie czasem tatę, który odepchnął Cię, bo porysowałeś lakier samochodu? Czy w twojej rodzinie była chociaż jedna osoba kompulsywnie przywiązana do roli strażnika porządku? To prawdopodobnie ona wyhodowała w tobie napięcie i stres, że jeśli nie przewidzisz, szybko nie uprzątniesz, nie naprawisz to znajdziesz się na marginesie. Marginesie rodzicielskiej bezwarunkowej miłości. Wylecisz poza nawias. Rodzic się zezłości, może ukarze, obrazi a potem kiedy złość opadnie dalej będzie pilnował porządku. Dlatego, że i on kiedyś, dawno, gdy bezgranicznie ufał dorosłemu wypadł poza nawias jego ochrony…

Dziecko wychowywane w takiej atmosferze ma nikłe szanse na swobodne rozwinięcie swojego twórczego potencjału, kreatywności i spontaniczności. To wzrastanie w lęku. Albo ucieczka w spryt, szybki kamuflaż i kłamstwo żeby tylko nikt nie zauważył i nie ukarał. Bo dla dziecka najbardziej traumatyczne jest odrzucenie przez rodzica, brak zrozumienia, że na wszystko w życiu człowieka – a szczególnie malucha – przychodzi pora. Porządek obsesyjny to bicz. Dla tych, którzy sami się biczują i potrzebują czasem usłyszeć świst przeciętego złością powietrza.

Nie namawiam do bałaganienia, bo nieporządek i brak dbałości o otoczenie, siebie czy przedmioty też może być trudny do życia. Myślę o takim miejscu, w którym spokój czy dobry humor nie wycieka na widok porzuconej skarpety. O miejscu, gdzie rodzic uczy dziecko jak dbać o innych, kiedy z miłością podnosi się tę skarpetę i bez słowa wrzuca do kosza na brudne ubrania. Myślę o takim domu, gdzie sobota to czas na własne pasje, albo wspólne gotowanie, plotki z przyjaciółmi, samotne wypady do lasu – cokolwiek – byle nie porządkowanie namaszczone cotygodniowym rytuałem! Myślę o takich dzieciach, które rodzic subtelnie i ze zrozumieniem wprowadza w życie, w którym lepiej mieć mniej niż za dużo a wtedy mniej też będzie do sprzątnięcia – w znaczeniu dosłownym i tym przenośnym. Mniej, czyli tyle żeby się nie dusić, nie złościć i nie grzebać spokoju pod lawiną cotygodniowej złości. Albo nie pożądać więcej.

Piękny dom to nie ten, w którym jest idealnie czysto. To miejsce, w którym nikt nie boi się być sobą, nawet kiedy ma się dwie lewe ręce i regularnie wylewa na wykładzinę herbatę, albo jednocześnie ciągnie za ogon kilka srok, które w dodatku muszą być na widoku, pod ręką, w każdej chwili gotowe do odlotu… jak miski, łyżki i brudne noże kiedy się szykuje wyśmienity deser… jak układanka niedokończona i odsunięta, do której jednak dziecko wróci.

W pięknym domu chce się być, w tym wysprzątanym kompulsywnie – strach się poruszać, bo na człowieka nie ma, niestety, miejsca. Tam gości się Potwora. On dyktuje, jak się poruszać. Raz w życiu miałam okazję jeść w takim domu herbatnika i bać się każdego okruszka, który wypadł poza orbitę talerza. Do dziś mam przed oczami gospodynię, która natychmiast zabrała mi spod brody pusty talerzyk a potem szybko starła to co ubabrałam. Nie zdziwiłabym się gdyby mi ścierką strząsnęła okruchy spod nosa.

Jak walczyć z kompulsywnym sprzątaniem? Spokojnie, ale zawzięcie. Z sercem lekkim i postanowieniem, że nie będzie mnie tyran trzymał w łapach. Czasem wystarcza wyrzucić z siebie trochę ognia i powiedzieć, jak moja ukochana siostra: – fu&k that! czyli: – a niech to…

W końcu, co jest ważniejsze, czemu rozsądniej poświęcić swoją bezcenną energię?

Porządkowi?

Czy wolności wyboru?

 

Jeśli  i ty otarłaś/łeś się kiedyś o przymus sprzątania – odezwij się proszę w komentarzu!

 

tekst: Agata Lesiowska

foto: Agata Lesiowska

prawa autorskie zastrzeżone

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *