Autyzm to nie wyrok

DIAGNOZA

‚Państwa syn ma autyzm’– mówią po wielu miesiącach albo latach domysłów co z tym dzieckiem nie tak. I kończy się wówczas albo zaczyna dorosłego zderzenie ze ścianą. Niejednokrotnie widziałam i czułam,  jak rodzice po usłyszeniu diagnozy kulili się w sobie, jakby ktoś zabrał powietrze i kazał teraz przyzwyczaić się do życia z maską tlenową. Nici z planów, setki niewiadomych,  szukanie winy w sobie i ten ogromny ciężar świadomości,  że już nic nie będzie proste,  że teraz się zacznie PRACA. A ten chłopiec,  którego pomalowano na niebiesko wcale nie oczekuje,  żeby ktoś się martwił,  pracował czy zmieniał świat, który po swojemu interpretuje. Siedzi więc autystyczne dziecko w centrum zmartwień i gdyby mogło to pewnie wrzasnąęłoby:  DAJCIE MI WSZYSCY ŚWIĘTY SPOKÓJ, CHCE BYĆ SOBĄ!

Autyzm diagnozuje się coraz częściej i według różnych źródeł za 30 lat, jeśli przyrost będzie niezmiennie rósł,  co drugi maluch znajdzie się w grupie tzw dzieci ze spektrum. Świat współczesny dopiero uczy się o tym  stosunkowo młodym zaburzeniu neurorozwojowym. I pomijając przyczyny występowania autyzmu, co do których nie ma pełnej zgody, pewne jest jedno: wszyscy musimy nauczyć się jak zaprzyjaźnić się z autystami i ich rodzinami.

RODZIC

Rodzice brzdąca ze spektrum jak mało kto potrzebują wsparcia. Ich codzienność to stałe podążanie za dzieckiem i szukanie własnej intuicji, bo nikt im nie potrafi powiedzieć czego się spodziewać i w którą stronę pójść. To często  odstawienie własnych potrzeb na czas kiedyśtam, to znoszenie krytyki ignorantów i potępienia przemądrzałych według których dziecko trzeba trzymać krótko, to nie będzie wbiegać na ulicę czy krzyczeć w sklepie. Rodzicielstwo takie to często życie bez luksusu spotkania z innymi koleżankami przy piaskownicy w której dzieciaki bawią się bez interwencji i niespokojnego trzymania ręki na pulsie. Tacy rodzice latami marzą o spokojnie przespanej nocy czy dniu całkiem dla siebie. Dzieje się tak, bo społeczeństwo nie rozumie jeszcze jak ugryźć inność ich dzieci i specyfikę rodziny, w której wychowuje się autystyk. Bo większość z nas myśli, że autyzm to wyrok. Jak garb. Trzeba uważać i nie okazywać zainteresowania, żeby nikomu nie było przykro. A to najbardziej niefortunne podejście, bo skazuje rodzica, jego dziecko i całą rodzinę na ostracyzm.

DZIECKO

Najbardziej jednak przykro dziecku, na którym świat eksperymentuje swoje dzikie pomysły. Serce mi pęka kiedy widzę maluchy latami ciągnięte po gabinetach terapeutów – dzieci, z których ktoś jak z plasteliny chce ulepić pokornego ucznia. Siedź, kreśl, dopasowuj i nie wyróżniaj się! Tymczasem autyzm jest zupełnie innym widzeniem, czuciem i rozumieniem świata przy jednakowo mocnej potrzebie bycia kochanym, szanowanym i akceptowanym. Autystyczne dziecko może tego nie okazywać w oczywisty sposób, ale tak jak każdy inny maluch chce się bawić, chce mieć swobodę, wolność do badania i wolność od przymusu.

Nigdy nie wiem, i to chyba jest najpiękniejsze w autyźmie, jak  wiele nauczy się autystyk jeśli tylko poczuje się bezpiecznie. Nie zakładam, że mój pomysł na zaprzyjaźnienie się z nim jest trafiony. Wącham, szukam i powoli przybliżam do dziecka, które doskonale rozumie kiedy ktoś się na nie gniewa, złości lub niecierpliwi. I uwielbiam moment kiedy taki maluch zwyczajnie CZUJE, że jest bezpiecznie, można się oprzeć o kolano tej nowej znajomej, chwilkę pozwolić jej pobawić się ulubioną zabawką a po jakimś czasie zaufać na tyle, żeby zapomnieć o niepokoju.

HEJ, TU JESTEM!

Niech więc inne mamy, babcie, dziadkowie i znajomi wiedzą, że autyzm to nie wyrok. Autyzm to dzieciak, który uwielbia brykać i rodzic, który kocha odpoczywać. Jeśli macie w swoim otoczeniu znajomych, w których rodzinie jest autystyczne dziecko – wyciągajcie ich z domu za kołnierz. Nauczcie się autyzmu, niech wasze dzieci bawią się obok a po jakimś czasie razem z tymi maluchami, które nie są tak oczywiste w swoich reakcjach. Nie zakładajcie, że jeśli dzisiaj to dziecko nie pomachało na do widzenia i ani razu na mnie nie spojrzało to jest mu wszystko obojętne. To dziecko prawdopodobnie doskonale zrozumiało i zapamiętało każdą rozmowę, w której pojawiało się jego imię. To dziecko nie jest niebieskie jak symboliczne barwy autyzmu – to dziecko ma w sobie wszystkie kolory, trzeba je tylko odkryć. To tak jak z pięknymi kwiatami, nie widać ich długo, ale mimo wszystko je podlewamy aż przychodzi  dzień kiedy kwitną i cieszą oko, które potrafi dostrzec takie piękno.

Nawet najmniejszy komplement potrafi dać motywację dziecku a siłę rodzicowi. Bądźmy blisko. Niech nikt nie czuje się odludkiem.

Tekst dedykuję wszystkim rodzicom dzieci autystycznych, których spotkałam, spotykam i spotkam. Jesteście dla mnie nieustającą inspiracją. Najbardziej jednak dziękuję Anetce, mamie ‚prezesa’ Leona, która dzięki niemu na pociągach i dziwnych smakach lodów zna się jak mało kto… :*

tekst: Agata Lesiowska

foto: Agata Lesiowska, Have Some Water

prawa autorskie zastrzeżone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *