Jedziemy się muzeować

Wszędzie są jakieś eksponaty. Jakieś ‚rokokoko’, końskie zgrzebło, meteoryt czy stara lokomotywa. Każdy lubi oglądać to i owo. Muzeowanie to świetny sposób na jesienny weekend.

Po tygodniu intensywnej pracy coraz częściej w sobotę marzę tylko o jednym: wyspać się! Wstać późno, dostać do łóżka sobotnią grubą gazetkę z kolorowym dodatkiem weekendowym na kredowym papierze i popijając kawusię wgryzać się w chrupiącą bułeczkę z serkiem. Tak mi się marzy… Czasem nawet mówię o tym na głos, ale na razie nikt nie podejmuje inicjatywy… Zwykle więc wychodzę z łóżka pierwsza, jak niedźwiedź z tej ciepłej gawry, bo gdzieś trzeba jechać, kogoś zawieźć, coś załatwić, bo szkoda dnia.

Jeszcze większym wyzwaniem jest deszczowa sobota, co w Szkocji zdarza się regularnie. Szkocja jest jednak bardzo przyjazna dzieciom i to rekompensuje moje sobotnie rozmemłanie kiedy wreszcie, po długim procesie automotywacji oznajmiam: ‚jedziemy do muzeum!’. Większość narodowych galerii i muzeów jest tu bowiem bezpłatna, darmowe są też podróże koleją dla dziecka które jedzie z dorosłym. A w muzeum nie pada, jest mnóstwo ciekawych rzeczy, które opisane odpowienim tonem głosu są lepsze od kreskówek. Są też czyste toalety (co ważne przy nagle chcących siusiu dzieciach), jest zawsze jakaś kawiarnia i oczywiście sklepik – moje wieczne utrapienie, którego nie sposób z dziećmi ominąć. Jakaś dziwnie przewrotna intuicja zawsze je w końcu tam doprowadzi. A niech tam! Kamyki z magnesem albo plastikowa lupka mogą się przecież przydać w drodze powrotnej.

Dlatego uwielbiam muzea w deszczowe szkockie soboty, chociaż moje córki coraz cześciej przebąkują, że chcą do sklepu po ciuchy. Nie ma szans! Nie widzielismy jeszcze Scotland Street School Museum i Stoczni i …. i ….

Photo by Nina, Yashica TLR, Glasgow Central

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *